Kryształowa rzeka

Kiedyś na dnie wielkiej kryształowej rzeki, żyła wspólnota stworzeń. A nurt, który płynął w sobie tylko znanym kierunku, znając tylko swą własną kryształową jaźń, przepływał nad nimi wszystkimi, nad dobrymi i złymi, bogatymi i biednymi. Na dnie strumienia żyła wspólnota stworzeń, ich prawdziwe zadanie to trzymać się patyczków i kamieni, tego uczyły się od dnia sowich narodzin, to było ich jedyne zadanie. Aż w końcu jedno z nich rzekło

- dość już mam takiego życia, wiem ze nurt wie dokąd podąża, więc puszczę się kamieni i patyczków, by nurt zabrał mnie dokąd zechce, jeśli tu pozostanę zginę z nudów

Inne stworzenia mówiły:

- jeśli puścisz, nurt któremu tak ufasz zacznie cię rzucać o skały, a wtedy zginiesz.

Ale stworzenie nie słuchało ich rad, zaczerpnęło powietrza i puściło się. A nurt zaczął nim ciskać, jednak kiedy nadal nie chciało się niczego chwytać, nurt zaczął unosić je ponad dnem rzeki. Nie obijając już go i nie raniąc, a stworzenia które go nie znały podniosły krzyk

- spójrzcie oto istota taka jak my, ale potrafi latać - to mesjasz, przybył aby nas wybawić

Stworzenie odparło:

- nie jestem mesjaszem bardziej niż wy, rzeka z radością uniosła by was ku wolności gdybyście tylko umieli się puścić patyczków i kamieni
Ale inne stworzenia nie słuchały jego rad. A kiedy podniosły głowy, już go nie było zostały same snując legendy o zbawicielu


Jednego dnia, mały motyl zaczął wykluwać się z kokonu; mężczyzna usiadł i przyglądał się jak motyl przeciska swoje ciało przez ten malutki otwór. I wtedy motyl jakby się zatrzymał. Tak jakby zaszedł tak daleko jak mógł i dalej już nie miał sił. Więc mężczyzna postanowił mu pomóc: wziął nożyczki i rozciął kokon. Motyl wyszedł dalej bez problemu. Miał za to wątłe ciało i bardzo pomarszczone skrzydła. Mężczyzna kontynuował obserwacje, ponieważ spodziewał się, że w każdej chwili skrzydła motyle zaczną grubieć, powiększać się dzięki czemu motyl będzie mógł odlecieć i zacząć Tak się nie stało! Motyl spędził resztę życia czołgając się po ziemi z mizernym ciałem i pomarszczonymi skrzydłami. Do końca życia nie był w stanie latać. Człowiek w całej swej życzliwości i dobroci nie wiedział, że walka motyla z kokonem była bodźcem dla jego skrzydeł i dzięki temu motyl był w stanie latać, gdy tylko pokona opór kokonu. Czasem walka to to, czego nam w życiu potrzeba. Jeśli Bóg pozwala nam iść przez życie bez jakichkolwiek problemów to może to zrobić z nas słabeuszy. Nie bylibyśmy tak silni jak możemy.

"Prosiłem o siłę... Bóg dał mi przeciwności losu, aby zrobić mnie silnym. Prosiłem o mądrość... Bóg dał mi problemy do rozwiązania. Prosiłem o dobrobyt... Bóg dał mi mózg i krzepę. Prosiłem o odwagę… Bóg dał mi przeszkody do pokonania. Prosiłem o miłość... Bóg dał mi ludzi w kłopocie, aby im pomóc. Prosiłem o przychylność... Bóg dał mi okazje do wykazania się. Dostałem nie to co chciałem... Ale dostałem wszystko czego było mi trzeba."